Filipiny? Dlaczego nie

Rafał Baran jest krzeszowiczaninem z urodzenia, i jeszcze do niedawna mieszkał w Krzeszowicach. Zawodowo związany jest z branżą IT, czyli szeroko rozumianą informatyką, komputerami etc. Jest też bardzo utalentowanym fotografem ze sporym, mimo młodego wieku, dorobkiem. Kilka miesięcy temu zdecydował się na wielką zmianę w swoim życiu i wyjechał na Filipiny.

 




Nie jest to jednak wyjazd typowo turystyczny, na kilka tygodni, ale na dłużej. Jak długo?

Rafał Baran: Okres jaki zamierzam pozostać nie jest mi jeszcze do końca znany, obecnie jestem już ponad 4 miesiące i po raz kolejny będę przedłużał wizę. Zamierzam oczywiście wrócić do Polski na dosłownie kilka tygodni, żeby pozałatwiać niektóre sprawy i ponownie wrócić w to magiczne dla mnie miejsce.


Marian Lewicki: Być może to najbardziej banalne z możliwych pytań, ale proszę powiedzieć, co skłoniło Pana do wyjazdu na Filipiny? Dlaczego wybrał Pan ten kraj? Czy traktuje Pan tę decyzję jako swego rodzaju emigrację, czy raczej jako przygodę?

RB.: Od Ponad 4 lat prowadzę blog o tematyce podróżniczej www.szukajacprzygody.pl i bardzo często wyjeżdżałem w różne miejsca ale na krótki czas. Teraz chcę to zmienić i poznać dokładniej kulturę i zwyczaje danego kraju. Wybrałem Filipiny z prostego powodu: jest to jeden z nielicznych krajów azjatyckich, w którym poza filipińskim jest również uznawany język angielski. Na ten moment ciężko mi powiedzieć czy zostanę tutaj na stałe czy po kilku latach zmienię miejsce docelowe, czas pokaże.


ML.: Muszę zapytać o finanse. Z czego Pan tam się utrzymuje? Jak kosztowne jest życie na Filipinach?

RB.: Życie na Filipinach nie jest drogie, wynajęcie domu i skutera oraz wyżywienie można zamknąć spokojnie w 1500 złotych. Obecnie pracuję jako freelancer, tworząc strony dla różnych firm oraz cały czas prowadzę blog z którego również jakieś pieniądze miesięcznie spływają. Pozwala mi to na spokojne życie tutaj bez martwienia się czy zabraknie mi pieniędzy do końca miesiąca.


ML.: Filipiny to dla Polaków kraj egzotyczny. Coś tam o nich wiemy z filmów, reportaży, folderów, ale czego nie wiemy?

RB.: Filipiny i Azja to dla normalnego typowego Polaka całkowicie inny świat, inna kultura, zwyczaje, nawet inne jedzenie, do którego można przywyknąć. Temperatura przez cały rok jest w okolicach 25 – 35 stopni, więc całkowicie można zapomnieć o zimowych ubraniach. Ja przebywam na małej wyspie Siquijor, która jest małą prowincją o której cywilizacja dosłownie zapomniała, co mnie bardzo cieszy.


ML.: Wprawdzie Filipiny to kraj w większości katolicki, i to chyba jedyne co mamy ze sobą wspólnego. Cała reszta, historia, kultura, geografia, klimat, to że jest to kraj wyspiarski, nas dzieli. Jak Pan się wśród tej inności odnajduje?

RB.: Jeżeli nie przeszkadzają tobie jaszczurki, gekony i inne insekty to będzie to dla ciebie raj tak jak dla mnie. Do temperatury można szybko przywyknąć, do jedzenia także. Najtrudniej mi było przywyknąć do ciągłego obserwowania, każdy biały człowiek dla nich to coś egzotycznego tak jak dla nas Filipiny. Obecnie już jestem tutaj dłuższy czas więc lokalni ludzie mnie rozpoznają i nawet znają moje imię.


ML.: Filipińczycy – jacy to są ludzie? Czy w ogóle można mówić o jakiejś spójności charakterów rdzennych mieszkańców tych wysp?

RB.: Filipińczycy to naprawdę sympatyczni i otwarci ludzie, zawsze chętnie pomogą i wskażą drogę. Bardzo szybko się można z nimi zaprzyjaźnić. W większych miastach wszyscy biegle posługują się angielskim ale w trudniej dostępnych terenach górskich już jest większy problem z komunikacją, dlatego zaczynam powoli się uczyć jednego z ich dialektów, Bisaya.


ML.: Jak wygląda Pana powszedni dzień?

RB.: Ze względu na położenie Filipin jest w stosunku do Polski sześciu godzina różnica czasowa – można powiedzieć, że to ja zawsze jestem do przodu z czasem, bo kiedy wy wstajecie do pracy ja już jestem po obiedzie. Dzień wiele się nie różni od typowego dnia polskiego, pracuję jako freelancer więc pracuję na komputerze, a kiedy mam ochotę odpocząć, to idę na plażę albo dalej eksploruję wyspę w poszukiwaniu ciekawych materiałów fotograficznych.


ML.: Co Panu najbardziej się tam podoba, a co Panu przeszkadza, do czego trudno się przyzwyczaić?

RB.: Podoba mi się to, że tutaj życie toczy się wolniej, nie widać takiego typowego europejskiego pośpiechu. W zasadzie nic mi nie przeszkadza, przyzwyczaiłem się do tego jakie są Filipiny i staram się je akceptować takie, jakie są. Dokładniej wszystko starałem się opisać na blogu www.szukajacprzygody.pl, na który serdecznie zapraszam.


ML.: Dziękuję za rozmowę.