W czas prawdziwy

Dwudziesty czwarty dzień grudnia – czas misterium oczekiwania, aby

w tę jedną noc…czarów noc gwiaździstą

wigilijnym wieczorem,

musisz mieć serce, duszę promienistą,

innym myśli pchnąć torem.

 

 

Tak zaczyna się wiersz opublikowany przed Bożym Narodzeniem 1928 roku. Powie ktoś – prosty tekst. Inny doda, że niewyszukany. Zgoda, ale nie miarą poetyckich Olimpów taką lirykę trzeba mierzyć. Wydrukowany, na łamach popularnej wtedy gazety, zdumiewa wciąż aktualnym stwierdzeniem o konieczności naszego prywatnego otwarcia się na ten dzień Dobrej Nowiny. Często nazywanym dniem światła, pokoju, odrodzenia.

Dla wielu osób zasiadających do wigilijnej wieczerzy, łamiących się opłatkiem, składających sobie życzenia – to chwila osobliwa, wypełniona atmosferą Tajemnicy Betlejemskiej. Od wieków narodziny Chrystusa towarzyszą człowieczej nadziei oraz pamięci tych, których już nie ma wśród nas, bo odeszli na wieczną służbę. Wywołujemy bliskich i przyjaciół żyjących gdzieś daleko, bo musieli wyjechać. Martwimy się leżącymi w szpitalach. Myślimy o tych, co nie mogli przybyć do nas z różnych powodów, często prozaicznych. Przywołujemy ich naszą pamięcią, także refleksją…

Wigilia – jakże jest niepowtarzalnym polskim świętem rodzinnym, bliskim, tak oczekiwanym.

Kiedyś stał w kącie izby snop zboża. Wonne leżało siano pod olśniewająco białym, nakrochmalonym obrusem, a na nim talerzyk z opłatkiem. Prawdziwa choinka, rozjaśniona światłem, obwieszona słodyczami, bańkami, anielskim włosem czarowała i dalej promieniuje swą tajemnicą. Pod nią czekają prezenty. Odświętny nastrój tworzą zapachy dochodzące z kuchni, niczym kulinarna symfonia – karp, czerwony barszcz, uszka z grzybami, makowiec, kompot z suszu, chałka.

Ileż emocji tkwi w oczekiwaniu na znak rozpoczęcia wieczerzy wigilijnej od dzielenia się opłatkiem i – życzenia, wymawiane czasem szeptem, ze łzami, wymownym spojrzeniem, pocałunkiem. Urealnia się symbol narodzin w trwałym obrzędzie życia, nadziei, siły, szczęścia. W tych godzinach wszystko jest niepowtarzalne. Później kolędowanie na pasterce połączone z myślą, że będziemy zdrowi, szczęśliwi, że będziemy mieli pracę, kochającą rodzinę, uznanie wśród ludzi, pieniądze na godne życie, czas na wypoczynek…

A wokół szumi świat. Na razie nie ma śniegu, ale zasypywani jesteśmy słowami, które – niczym bluszcz, sypkimi jak piasek, dotkliwymi jak cięcie skalpela – oplatają nasze życie. Nie tylko przed świątecznym grudniem. Trawi nas lęk, doskwiera niepewność, razi ból niespełnionych słów.

Co chciałbym znaleźć pod choinką krzeszowickiej gminy? Jakież to prezenty, nie z bajki, ale z codziennego życia, uradowałyby nie tylko me serce?

 

Po prostu czyny, które wyrosną z – tak licznych jeszcze niedawno – kolorowych banerów, plakatów, ulotek, listów, medialnych przekazów. Żeby miasto i wspaniałe okolice nabrały rumieńców w swej odrębności, o której dziwnie, od lat, się zapomina. Tej historycznej, kulturalnej, społecznej. Żeby Krzeszowice nie kojarzyły się z rynkowymi, nocnymi lampami świecącymi prosto w oczy jak na jakimś przesłuchaniu czy płatnym parkingiem obok dworca kolejowego, z krainy ufoludków. Aby działała, z prawdziwego zdarzenia, sala teatralna, kinowa, a wiejskie ośrodki krzewiły swą kulturową oraz historyczną odrębność. To są nasze małe ojczyzny. Aby nie stano od wczesnego rana po łaskę zdrowia i krótką wizytę u lekarza czy czekano miesiącami na decydujące o życiu badania. Aby w gminie funkcjonowały ważne poradnie specjalistyczne. Aby było czysto i bezpiecznie. Abym się czuł jak gospodarz, a nie intruz na włościach odzyskanych oddanych czy odebranych.

Często mam wrażenie, że Chrystus nie narodził się w wielu sercach, a cud wzajemnego szacunku, tolerancji, miłości, wybaczania jest tylko słowem wypowiadanym okazjonalnie. Bez pokrycia. Wciąż jednak wierzę… Czy wyśnionym cudem jest wywalczona wolność, w której tyle nienawiści, nieprawdy, podejrzliwości? Nie ma już klasycznych granic, lecz są ostre linie pełne uprzedzeń, niechęci, stereotypów. To dzieli nas bardziej niż dawne kordony zaborów.

W dniu Pańskiego Narodzenia wypada pamiętać o przebytych drogach, nie zawsze usłanych różami. Należy wybierać te szlaki, które nie powtarzają naszych błędów, lecz dają szansę nowym wyborom i postanowieniom. Do tego nie potrzeba wielkich słów – wystarczy odwaga oraz konsekwencja.

Misterium spełnień przed nami, w dłoniach trzymających opłatek…

 

 

Stanisław Cz. Kurdziel