Plan dla Krzeszowic – nie jest łatwo

Na temat prac nad Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego dla Krzeszowic z wiceburmistrzem Andrzejem Żbikiem rozmawia Marian Lewicki.

Marian Lewicki: Krzeszowice są jedyną miejscowością w Gminie, która nie ma Miejscowego Planu Zagospodarowanie Przestrzennego. W tej chwili trwają prace nad przygotowaniem i uchwaleniem takiego planu i idzie to jak po grudzie. Wiemy wszyscy, że jest wiele uwag. Z czego one wynikają?

Andrzej Żbik: Rzeczywiście, tempo prac nad przygotowaniem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla Krzeszowic nie jest imponujące, ale wynika według mnie z kilku powodów. Proszę pamiętać, że równolegle do prac nad planem Krzeszowic prowadzone są jest jeszcze prace nad zmianami planów dla kilkunastu miejscowości. Na tym etapie prac powinny być rozstrzygnięte wszystkie sporne kwestie, a jest ich jak widać dużo. I nie są to sprawy łatwe do rozwiązania, niektóre mają zasadniczy charakter nie tylko dla pojedynczych mieszkańców, ale dla całej gminy. Jak wynika ze składanych uwag do planu, jest to przede wszystkim sprawa sieci drogowej, zwłaszcza dróg publicznych, która w związku ze skalą problemu musi zostać specjalnie potraktowana, nawet kosztem przedłużenia się prac nad planem.  
Ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym nie narzuca terminu przygotowania i uchwalenia planu. Moim zdaniem lepiej dłużej nad nim popracować, niż przedstawić do uchwalenia radzie plan, który zrobi więcej złego niż dobrego. Plan zagospodarowania, między innymi, ma ustanowić taki sposób zagospodarowania terenu, aby zaspokojone były podstawowe potrzeby publiczne np. lokalizacje podstawowych usług publicznych czy sposób skomunikowania terenów o różnym przeznaczeniu, czyli uwzględnić w planie pasy terenu dla sieci dróg o odpowiedniej gęstości i wymaganych odrębnymi przepisami szerokości. W większości są to tereny prywatne przylegające do istniejących dróg, co wzbudza sprzeciw mieszkańców i jest tematem większości złożonych uwag.

ML: Ale czy można się dziwić oburzeniu, kiedy ktoś zobaczył na planie, że być może kiedyś droga będzie przebiegała przez jego dom, albo praktycznie pod drzwiami? Oczywiście to są przykłady ekstremalne, ale takie sytuacje mają miejsce. Jak mogło dojść do tego dojść?
AŻ.: Przebieg większości dróg w opracowywanych planach odpowiada aktualnemu przebiegowi dróg w terenie. Z aktualnie obowiązujących planów zagospodarowania przeniesione zostały również pasy terenu przeznaczone na poszerzenie istniejących i prowadzenie nowych dróg obsługujących tereny istniejącej i planowanej zabudowy. Przepisy określają wymagane szerokości pasa drogowego wynikające zwłaszcza z potrzeby lokalizacji w pasie drogowym niezbędnych elementów drogi, jak i możliwości prowadzenia sieci niezbędnych do obsługi przyległych terenów. Niestety, bardzo mały odsetek istniejących dróg spełnia te warunki, a w planie zagospodarowania należy je uwzględnić.
W niektórych przypadkach naniesione na projekcie planu linie rozgraniczające dla dróg mogą wydawać się nie do końca przemyślane. Zgoda. Do weryfikacji takich przypadków służą składane przez mieszkańców uwagi do planu.

ML: Nasuwa mi się kolejne pytanie. Zgoda, nie było planu, ale przecież fakt, że ktoś dostaje pozwolenie na budowę w określonym miejscu, nie odbywa się jako zachcianka urzędnika wydającego zgodę, ale na podstawie jakichś map, planów, przepisów? Ktoś kiedyś się zgodził, aby ten dom, płot, posesja w tym miejscu mogły być usytuowane. Ja wiem, że pozwolenia na budowę wydaje Starostwo a nie Gmina, ale może Pan może mi na to odpowiedzieć.
AŻ.: Przez wiele lat zmieniały się organy, najpierw państwowe, potem samorządowe, które wydawały pozwolenia na budowę. Na przestrzeni lat zmieniały się też przepisy, na podstawie których były wydawane pozwolenia na budowę. W ostatnich latach można zauważyć wyraźną tendencję do ujednolicenia interpretacji tych przepisów, ale nie zawsze odbywa się to z korzyścią dla inwestora starającego się o pozwolenia na budowę.
Trudno mówić w takich przypadkach o zachciance urzędnika. To zawsze inwestor jest bardziej zainteresowany otrzymaniem niezbędnego pozwolenia niż urzędnik. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy do projektowania budynku nie była wymagana dzisiaj mapa do celów projektowych, a za wystarczający dojazd do nieruchomości uważano „drogę” o szerokości trzy metry i dużo takich dróg jeszcze funkcjonuje. Spotkałem się również z przypadkami, na szczęście sprzed wielu lat, kiedy za pozwolenie na budowę wystarczyło wskazania przez sołtysa miejsce pod budynek i to nie zawsze, jak się potem okazywało, na trenie będącym własnością budującego.

ML: W całym zgiełku informacyjnym dotyczącym planu dla Krzeszowic pojawia się pytanie. Czy przypadkiem nie strzeliliśmy sobie w stopę przekształcając drogi, choćby na osiedlu Żbik, w drogi publiczne.
AŻ.: Obecnie w gminie, oprócz dróg powiatowych, wojewódzkich i drogi krajowej, mamy ok 120 km gminnych dróg publicznych. Niektórzy twierdzą, ze zbyt mało. Są to głównie drogi zaliczone do dróg publicznych oraz lokalnych miejskich, chwałą Rady Narodowej Miasta Krakowa z dnia 28 maja 1986r. W roku 2010 Rada Miejska w Krzeszowicach przyjęła uchwałę o przebiegu tych dróg, na podstawie wykonanej jeszcze w latach osiemdziesiątych inwentaryzacji. W roku 2012 kilka odcinków uzupełniających istniejące drogi zostało zaliczonych do dróg publicznych gminnych. W kolejnych latach została przeprowadzona ich inwentaryzacja z uzupełnieniem ewidencji. Myślę, że były to kroki w dobrym kierunku służące uporządkowaniu tego tematu. Dalsze prace nad siecią dróg publicznych zostały odłożone na czas przygotowywania planów zagospodarowania.

ML: Jeśli ustawodawca dość precyzyjnie określa parametry dróg, to na jakiej podstawie teraz, po tych wszystkich uwagach do planu, Gmina będzie mogła te parametry na przykład zmniejszyć?
AŻ.: W projektach planów zostały wrysowane wymagane przepisami, uzależnione od funkcji drogi, szerokości dróg w liniach rozgraniczających. W rozporządzeniu do ustawy o drogach publicznych, minister infrastruktury dopuścił zmniejszenie szerokości, ale tylko w wyjątkowych wypadkach, uzasadnionych trudnymi warunkami terenowymi lub istniejącym zagospodarowaniem. Niektórzy twierdzą, że dotyczy to tylko samej budowy drogi. Zabieg taki musi jednak być poprzedzony szeroką i gruntowną analizą każdego odcinka drogi. Dzisiaj trudno nawet przewidzieć wyniki takiej analizy.

ML: Jaka jest szansa, aby po kolejnym wyłożeniu planu wszyscy byli zadowoleni? Ja jestem raczej czarnowidzem w tej kwestii.
AŻ.: Uważam, że jest Pan nawet realistą. Niestety nie wierzę, żeby wszyscy byli zadowoleni z zapisów planu. Nawet po jego uchwaleniu. Mam tylko nadzieję, że uda się tak dopracować plan, żeby radni z czystym sumieniem mogli go uchwalić, a odsetek niezadowolonych zmniejszyć do minimum. I

ML: Czy zatem Krzeszowice muszą mieć Plan Zagospodarowania Przestrzennego?

AŻ.: Krzeszowice powinny mieć miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Na pewno pozwoli to lepiej panować nad ładem przestrzennym i planowaniem nowych inwestycji, a także poszerzaniem terenów inwestycyjnych w sposób chaotyczny i żywiołowy.

ML: Dziękuję za rozmowę.