Święta Bożego Narodzenia w Niemczech

Od wielu lat mieszkam na północy Niemiec, w regionie ewangelickim. Po smutnym, szarym listopadzie, gdzie są trzy święta zmarłych, nie licząc katolickich Wszystkich Świętych, zaczyna się adwent.

Adwent już jest częścią Świąt. Jest on bardzo kolorowy, pełen świateł, zapachów i dźwięków. Wszystkie ulice, place, promenady, domy, okna, drzewa, krzaki, wszystko to jest oświetlone i udekorowane. W każdym mieście są: kiermasze, jarmarki ze świąteczną dekoracją, świecami, bańkami, zabawkami z szopkami z drewna itd. Poza tym są budy z grzanym winem, ciastkami, z kiełbaskami z rożna i dużo innych pyszności. Wszystkie sklepy mają świątecznie udekorowane wystawy i wnętrza. Prywatne domy też są oświetlone. Z tym, że Niemcy oświetlają swoje okna i choinki „białymi” światłami, a nie kolorowymi lampkami. W domach piecze się tylko w tym okresie ciasteczka z migdałami, orzechami i rodzynkami, drożdżowe ciasto z bakaliami „Stollen”, piernik „Lebkuchen” i kruche ciastka korzenne „Spekulatius”. W domach pachnie wspaniale! Zapach cynamonu i goździków miesza się z zapachem świec, płonących na „adwentowym wieńcu”.

 

Na tym wieńcu z choiny są cztery świeczki, każda z nich na jedną adwentową niedzielę. W pierwszą niedzielę zapala się jedną świeczkę. W drugą niedzielę palą się już dwie świeczki. A jak się palą cztery świeczki, to już będzie Wigilia!

Dzieci dostają adwentowy kalendarz. Ma on 24 „okna”, na 24 dni przed Wigilią. W każdym „oknie” są najczęściej czekoladki.

Mikołaja w tym stylu, co w Polsce, u nas się nie obchodzi. Jedynie dzieci dostają słodycze albo jakąś drobnostkę, jeśli nie wolno im jeść dużo słodyczy. W teatrach są grane bajki dla dzieci. Dla dorosłych jest masa koncertów, wystaw i na każdym kroku coś albo ktoś gra.

Im bliżej Wigilii, tym bardziej ma się dość feerii oświetleń, zapachów, kolorów i dźwięków.

Moja znajoma zapłaciła grajkowi, żeby poszedł parę metrów dalej i tam grał. On znał jedną jedyną kolędę, którą grał przez parę godzin, dzień w dzień pod jej sklepem. Inna pani miała nadzieję, że elektryczny Mikołaj wreszcie przestanie codziennie tańczyć i śpiewać „Jingle Bell”.

Wreszcie Wigilia.

Jak już pisałam, mieszkam w ewangelickim regionie. Tu się nie pości. Typowym jedzeniem w Wigilię jest: albo toast „Hawaii” albo kiełbaski na gorąco z ziemniaczaną sałatką, albo golonko z kiszoną fasolką szparagową lub z kiszoną kapustą. Wiadomość, że w Polsce w Wigilię nie trzeba pościć, bardzo mnie zasmuciła! Za moich czasów w Polsce było to dużym grzechem i za pokutę trzeba było trzy razy biegać wokół kościoła! Znajomi zapewniali mnie, że nadal będą tak celebrować kolację wigilijną, jak do tej pory. Tak, oni, ale ich dzieci?

Zniknie ta śliczna tradycja wigilijna!

Ja tu świętuję polską Wigilię. Na stole leży sianko, a na nim opłatek. Tak jak w domu moich rodziców: „Ciało Boże leży na sianie”. To jest moja symboliczna szopka. W Niemczech nie ma tradycji łamania się opłatkiem. Wszyscy, którzy z nami spędzają Święta Bożego Narodzenia, ulegają „czarowi” składania życzeń z opłatkiem. To jest bardzo wzruszający moment. Przez ułamek sekundy zapominają oddychać, po czym, speszeni, patrzą na innych, żeby stwierdzić, że nie tylko w ich oczach błyszczą łzy. Wreszcie ogarnia wszystkich nastrój Świąt!

Do niemieckich Świąt przynależy, tak jak w Polsce, choinka. Jest ozdobiona i oświetlona. Tylko światła są niekolorowe. A pod choinką leżą prezenty, nie tylko dla dzieci. Kolędy śpiewa się w domach i kościołach. W ten jeden dzień w roku kościoły ewangelickie są pełne ludzi. W Niemczech są dwa dni Świąt Bożego Narodzenia. Spędza się je najczęściej w gronie rodzinnym.

Wesołych Świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku życzy

Maria Schmidt