Moje święta w Danii i w Szwecji

Opisała Lucia Żukowska-Söderling, mieszkająca w Malmö, Szwecja w latach 1975-1988 i w Kopenhadze, Dania, od 1988 roku do chwili obecnej.

 

Szwecja

Pierwsze mocne wrażenie, jakie pamiętam z moich pierwszych świąt w Szwecji, to światła elektrycznych świeczników i gwiazd adwentowych, świecących się już od pierwszej niedzieli adwentu w prawie każdym oknie każdego domu. Bardzo jest miło, gdy chodzi się ulicami miasta po zapadnięciu zmroku i patrzy w okna. Każde mieszkanie sprawia wrażenie bardzo przytulnego, zapraszającego do środka.

W pierwszą niedzielę adwentu wielu Szwedów idzie do kościoła na modlitwę świąteczną i śpiewanie.

13 grudnia to dzień Świętej Łucji i moje własne imieniny. Nie znałam w Szwecji nikogo o tym imieniu, ale jest to święto, które cały kraj bardzo uroczyście i hucznie obchodzi. Wcześnie rano idzie procesja, którą prowadzi na biało ubrana młoda dziewczyna, z wieńcem na głowie ozdobionym świecami, która niesie tacę z kawą i pierniczkami. Za nią idzie gromada dziewcząt ze świecami i chłopców z gwiazdami w rękach, uroczyście śpiewających piosenkę „Santa Lucia”.

Każdego roku jest też wybierana „oficjalna” Lucia, która uczestniczy w pochodzie transmitowanym już o świcie przez telewizję. Od tego dnia zaczyna się okres zabaw z piciem grzanego wina, „glögg”, jedzeniem pierniczków i ciasteczek z szafranem „lussekatter”. Wieczorami odbywają się zabawy z muzyką i tańcami.

Same święta spędzaliśmy z mężem i jego rodziną w domu na wsi w Småland. Do tradycji należało wyjście do lasu po choinki, czasami po głębokich zaspach śnieżnych. Jedna choinka przeznaczona była ozdobienia wnętrza domu, a druga – ogrodu.

W dniu samej Wigilii wielu Szwedów chodzi do kościoła i zapala światełka na grobach bliskich. W naszym domu przy lesie, wszystko było przygotowane tak, aby cała rodzina mogła się zebrać o godz. 15 na tradycyjny świąteczny Disney show w telewizji. Był to moment przyjemnego rozluźnienia po wszystkich przygotowaniach. Bezpośrednio po tym zasiadaliśmy do stołu.

Wieczerza składała się z różnego rodzaju potraw ze śledzi, ryby „lutfisk”, szynki, pasztetu, smażonych kulek z mielonego mięsa i małych kiełbasek. Na deser podawany był pudding ryżowy z migdałami. Wśród nich był jeden gorzki migdał. Temu, komu się trafił, wróżył ślub w następnym roku. Mój szwagier był jedynym kandydatem, ale bawiliśmy się w tę „migdałową” grę co roku.

Ryba „utfisk”, to suszony na wietrze dorsz, następnie moczony w wodzie i wreszcie poddany ługowaniu węglanem potasu. Tak spreparowaną rybę gotuje się krótko na parze i podaje z sosem musztardowym. Muszę się przyznać, że nie był to mój faworyt na stole. Zapach i smak jest bardzo intensywny.

Po kolacji zbiórka przy choince i czekanie na Mikołaja, „Jultomten”. Było to u nas zadanie dla teścia, który świetnie odgrywał swoją rolę w mikołajowym przebraniu. Pukał głośno w drzwi, wchodził ciężkim krokiem, ciągnąc za sobą worki z prezentami i wołając; Ho Ho Ho, czy są tu jakieś grzeczne dzieci w tym domu? Taaaaaaak, wołaliśmy wszyscy chórem, najmłodsze 21, najstarsze 85 lat.

Dania

Święta w Danii zaczynają się od zapalenia pierwszej z czterech świec na wianku adwentowym w pierwszą niedzielę adwentu. Wianek adwentowy zrobiony z gałęzi choinki jest często udekorowany szyszkami, orzechami, wstążkami, suszonymi owocami i kwiatami. 1 grudnia zapala się też świeczkę-kalendarz. Podzielona na 24 pola świeczka wypala się po jednym polu każdego dnia.

Od tego dnia wszystkie sklepy i ulice są już świątecznie udekorowane i wszędzie słychać świąteczną muzykę. Zaczyna się też okres świątecznych obiadów firmowych, które są w Danii prawie świąteczną tradycją. Pracodawcy organizują pracownikom obiad-zabawę. Najczęściej jest serwowany bufet z jedzeniem świątecznym, dobrze zakrapiany piwem i snapsem. Taka zabawa traktowana jest często jako „wentyl”, gdzie pod wpływem alkoholu i atmosfery zabawy wyjaśniane są różne problemy i konflikty. Samo piwo świąteczne to też tradycja. Co roku w listopadzie firma Carlsberg-Tuborg wypuszcza na rynek piwo świąteczne „Julebrygg” i zaczyna się degustacja.

Na tradycyjny obiad duńskiego Bożego Narodzenia składają się różne rodzaje łososia i śledzia, dania gorące, z filetów rybnych, kiełbasa, klopsiki, pieczeń wieprzowa, polędwiczki wieprzowe, steki, pasztet z wątróbek z boczkiem, stek z jajkiem i pieczona kaczka, jak również wędliny, sałatki z kurczaka, sałatki owocowe, sery. Jako deser – ryż à l’Amande z sosem wiśniowym. Bogactwo dań jest tak obfite, że trzeba nie lada tężyzny fizycznej i psychicznej, żeby przetrwać duńskie święta w dobrym zdrowiu.

Do tradycji należy też kalendarz z prezentami, przeważnie dla dzieci, który składa się z 24 okienek. W każdym okienku znajduje się mały prezencik otwierany kolejnego dnia od 1 grudnia aż do Wigilii.

W Danii jest też tradycja obchodzenia święta Łucji , ale nie tak huczna jak w Szwecji.

Moje święta w Danii to też cały grudzień pełen różnych imprez. Jedna z nich to mała Wigilia dla znajomych i przyjaciół, organizowana w naszym domu wypoczynkowym na wsi. Wspólny wypad do lasu z grzanym winem w termosie i długie wybieranie choinki, wspólne jej ubieranie, dekorowanie domu i przygotowywanie kolacji. Po kolacji – taniec, a raczej chodzenie naokoło choinki i śpiewanie świątecznych piosenek. Część z nich ma charakter uroczysty, reszta to pogodne pieśni ludowe. Na koniec gramy o prezenty. Każdy z uczestników przynosi kilka symbolicznych, neutralnych prezentów, które losuje się rzucając kostką.

W dzień Wigilii bardzo wielu Duńczyków idzie do kościoła po południu, przed kolacją wigilijną. Większość nie tyle z powodów religijnych, co dla stworzenia dobrego, uroczystego nastroju. Zapala się też światełka na grobach bliskich.

Kolacja wigilijna to pieczona kaczka faszerowana śliwkami i jabłkami albo pieczeń z wieprzowiny. Do tego czerwona kapusta, ziemniaki białe i brązowe. Brązowe – to po prostu te same białe ziemniaki, podsmażone na maśle, w którym został stopiony i skarmelizowany cukier. Bardzo ważny jest też specjalny brązowy sos. Na deser, podobnie jak w Szwecji, podawany jest pudding ryżowy z migdałami i sosem wiśniowym. Jest też jeden gorzki migdal i kto go znajdzie, otrzyma prezent migdałowy, zakupiony na tę okazję.

Jeszcze raz taniec naokoło choinki, pod którą znajdują się „prawdziwe” prezenty . Jest ich tak dużo, że czasami trzeba zataczać spore koło.