„Oczywiście czuję żal, że mnie tam nie ma”…

Z Wiolettą Frankiewicz trzynastokrotną Mistrzynią Polski, brązową medalistką Mistrzostw Europy i dwukrotną olimpijką mieszkającą w Krzeszowicach rozmawia Marian Lewicki.

 

Marian Lewicki: Właśnie rozpoczęły się igrzyska olimpijskie w Londynie. Wcześniej startowałaś na dwóch olimpiadach. Do Londynu jednak nie pojechałaś.

 

Wioletta Frankiewicz: Startowałam 2 razy na Igrzyskach w 2004 roku w Atenach i cztery lata później w Pekinie. Do Londynu niestety nie pojechałam z powodu kontuzji kolana, która ciągnie się za mną od 2 lat. Na początku sezonu wszystko wskazywało, że kwalifikacja na Igrzyska to tylko formalność, lecz niestety bieg z przeszkodami okazał się nie do zniesienia dla mojego organizmu

 

M.L.: Wszyscy żałujemy, że nie możemy ci kibicować, jednak, choć brzmi to jak wytarty slogan, zdrowie jest najważniejsze. Co dalej z twoją karierą sportową. Jakie są twoje plany pozasportowe.

W.F.: Chciałabym powiedzieć że nie wiem, bo byłam pewna wyjazdu do stolicy Anglii, a to że siedzę teraz w domu „trochę” zaburzyło moje plany. Jeżeli chodzi o bieganie to na pewno nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa, a co do życia pozasportowego to zobaczymy co czas przyniesie.

 

M.L.: Kiedy oglądałaś ceremonię otwarcia i pierwsze starty, co czułaś?

W.F.: Oczywiście czułam żal, że mnie tam nie ma, jednak stało się tak jak się stało i nie ma co nad tym rozmyślać. Co do startów naszych rodaków to nie ukrywam, że bardzo się denerwuję, bo kibicuję im z całego serca szczególnie, że większość z nich to od wielu lat  praktycznie moja „druga” rodzina.

 

M.L.: Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz