W każdym obrazie życie sercem malowane (fotoreportaż)

Miejscem kolejnego spotkania oraz konfrontacji oczekiwań z rzeczywistością stał się Pałac Vauxhall. Początek lipca. Powstała w roku 1985 Grupa Plastyczna „Zdrój” prezentuje owoce swych – nie tylko malarskich – poszukiwań, szczególnie z ostatnich dwóch lat. Aktualnie tworzy ją 35 osób mieszkających na terenie naszej gminy oraz województwa.

 

Dzieła plastyczne tzw. grup nieprofesjonalnych wzbudzają różnorakie uczucia. Są ważnym dialogiem artystów z widzami. Stają się osobistą wypowiedzią o świecie, jego urodzie, upływie czasu, odchodzeniu… Często ukazują poszukiwania owego twórczego JA. Budzą różne reakcje – od obojętności, ostrych słów krytyki po entuzjastyczną akceptację. A że pojawiają się mieszane uczucia? Mój Boże! Porażką każdej grupy twórczej jest obojętność publiczności, mecenasów, mediów, także władzy. Krytyka oraz pochwała winny chodzić w jednej parze.

Grupa Plastyczna „Zdrój” jest symbolem krzeszowickiej tradycji kulturowej. Zawsze podziwiałem i podziwiam ludzi, którzy mają odwagę poszukiwania; tym bardziej, że żyjemy u boku światowego ośrodka artystycznego, jakim jest Kraków. A to zmusza do wykreowania własnego, niepowtarzalnego oblicza. Trzeba pamiętać o tym, że ta często wyszydzana twórczość amatorska była oraz jest impulsem do awangardowych poszukiwań przez cały XX wiek i początek naszego stulecia.

Nazywając twórców rzemieślnikami, odtwórcami, prymitywistami, kopistami, nieprofesjonalistami, ludowcami, amatorami musimy pamiętać o tym, że nikt nie ma ostatecznego patentu na nieomylność. Wyrokowanie o tym, co jest, a co nie artystycznym dziełem – często przypomina leczenie kompleksów. Marcel Duchamp dawno temu obwieścił, iż dziełem sztuki jest wszystko, co artysta wskaże jako dzieło sztuki. Dyplom właściwych studiów daje warsztat, ale nie obiecuje paszportu do krainy artystycznej nieśmiertelności.

Dzieło bez duszy, autorskiej osobowości, staje się martwe. Nawet piękny obraz czy rzeźba, jeżeli nie posiada owego klimatu twórczego, jest tylko lukrem pokrywającym ciasto z zakalcem. Dlatego szukam na tej krzeszowickiej, letniej wystawie nie warsztatowych doskonałości, ale niepowtarzalności autorskich. Pomysłów uciekających od banału czy stereotypu. Co przekazali poprzedni opiekunowie i prezesi Grupy – mityczny już Marian Konarski, jego syn – Jacek, Andrzej Kozera, Jan Widyna oraz Renata Wróbel (od 2010 roku)? Jaki to świat sztuki został wykreowany?

Dominuje akwarela, olej, akryl, tempera, rzeźba w drewnie, pastel, plakatówka, haft, bibuła, prace szydełkowe. Zwyciężył obraz, z reguły realistyczny; pojawiło się niewiele rzeźb, portretów, motywów sakralnych. Nie ma inwazji nowych mediów – zwyciężył klasyczny warsztat pracy.

Ze zrozumiałych względów baczniej przyglądałem się dziełom powstałym w czasie od 2010 po 2012 rok, gdyż – w zamierzeniu kuratorskim – tak zakreślono ramy czasowe powstałych prac. Mym kluczem stało się poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: co jest motorem działania, wyobraźni, oryginalnym światem artystycznej wrażliwości, że muszą i nie mogą oni żyć bez pędzla, dłuta, szydełka?

Zatem fascynacja kwiatami wyglądającymi jak rajskie okazy w ogrodzie botanicznym. U Agnieszki Śladowskiej Herbaciane róże wypełniają, wręcz wylewają się z ram dużego obrazu. Wyraziste, zdyscyplinowane, ujmujące swą urodą. Joanna Partyka przypomniała kaczeńce już dzisiaj zapomniane, emanujące uśmiechem oraz intensywnie żółtym kolorem, fascynujące swym wodnym i nadbrzeżnym bytowaniem. W jej pejzażu są niepokojące, w tym przeglądaniu się, w lustrze wodnego oczka, tworzą z kikutami drzew dojmującą narrację. Polne kwiaty są wdzięcznym tematem. W olejnym portrecie Kwiatów polnych Agaty Macugi wychylają się one baletowym wdziękiem z pękatego dzbana. Urzekają kolorem, kształtem, umykającym życiem, którego dowodem są opadłe błękitne, czerwone, słoneczne płatki.

W tej sytuacyjnej grupie plastycznej pojawiają się krajobrazy krzeszowickie zrodzone z miłości, fascynacji czy chęci dokumentacji atmosfery historycznych a magicznych miejsc. Rejestrują one aktualny stan obiektów architektonicznych, które – przy pomocy człowieka – bezlitosny czas niszczył, ale i też powoli przywraca do życia. To park i pałac Potockich w Krzeszowicach, kapliczki tenczyńskie, Staw Wroński, rzeka Krzeszówka. Znalazły się widoki spoza naszej okolicy, czyli Kraków, Jordanów, Krynica.

Renata Wróbel bohaterskie i zaprzyjaźnione z mieszkańcami naszego miasta ptaki uwieczniła w olejnym obrazie Krzeszowickie kaczki. Co prawda, w jesiennej kolorystyce drzewa przytłaczają płynące w zwycięskim szyku nasze milusińskie, lecz ich ruch, plamy sylwetek oraz odbite pnie kasztanów stają się lustrem naszych krzeszowickich dni. Chwil budowanych wokół życia tych żyjących maskotek.

Moc wzruszeń wzbudza kontemplacja obrazu Krzysztofa Sęka Wiejska chata. Ta dosyć dużych rozmiarów (50 x 40 cm) akwarela utrzymana jest w tonacji impresjonistycznego realizmu. Ważne to wydarzenie estetyczne wystawy. Są jeszcze osoby pamiętające w naszej gminie takie drewniane, pobielone niebieską farbką chatki. Biedniutkie, ale jakże bogate w urodę swego wnętrza oraz życia, jakie się w niej kiedyś dokonało. Wydobycie proporcji części mieszkalnej z gospodarczą, majestatyczny, pozbawiony dymu, przypomina maszt tonącego okrętu. Boczna część dachu została poszarpana nie tylko przez pogodę. Melancholię buduje brak płotu, zdziczały w tle sad. Tyle tam spokoju, zadziwienia…

Dobrze by się stało, gdyby utrwalano – pędzlem i piórkiem – te niszczejące skanseny rodzinnego życia, jeszcze bez betonu w tle! To ostatnie chwile, kiedy można spotkać w naszych okolicach takie domy, zabudowania. Ocalcie je Państwo od zapomnienia – przywróćcie im, przynajmniej w obrazie, piękno oraz życie.

Legendarna już postać naszego życia kulturalnego, Tadeusz Gillert, jest twórcą znanym daleko poza granicami Krzeszowic i Krakowa. Dwie jego akwarele, których bohaterami są Żydzi – Czytający oraz Liczący pieniądze przywołały świat, którego już w mieście nie ma. Jego materialna pamięć – zamknięta między ulicami Szkolną, Wąską a wejściem z rynku do tzw. getta – wciąż gdzieś tam podskórnie żyje, pulsuje… Także z postaciami, które odeszły. Z delikatnością, charakterystyczną dla malarskiej poetyki autora, uruchomiona została szczera, autentyczna, jakże oddalona w tragedii odejścia część naszej historii.

Adam Pochopień, którego kuratorka wystawy – Anna Miga – przywołała podczas otwarcia jako jedynego profesjonalnego malarza w Grupie, przedstawił pełen ekspresji olejny obraz Kolędnicy. Wiele w nim radości, dumy, wręcz tańca uwydatnionego plastycznym dźwiękiem. Pierwszoplanowi trzej królowie, w polonezowej postawie, niosą krakowską szopkę. Po ich bokach – znane nie tylko z dzieciństwa – postacie. Ten obraz żyje.

Płci pięknej zapewne zadrży serce przy oglądaniu prac Barbary Janik – wykonanych haftem krzyżykowym oraz szydełkiem. Owoce z dzbankiem godne są uwagi i twórczego przetworzenia – już przez zainteresowanych widzów. A na deser interesująca, zagadkowa i benedyktyńska praca Agaty Białas Rękopis kaligrafowany bastardą flamandzką iluminowany. W poligrafii określa się tak specjalny krój gotyckiego pisma drukarskiego, który stosowano do końca XVI wieku. Warto przy tej propozycji dłużej się zatrzymać.

Wystawa przypomina poniedziałkowy krzeszowicki jarmark. Każdy może wejść, popatrzeć, ocenić, kupić, akceptować, wyjść… A życie potoczy się dalej. Do następnego wernisażu. Jaka zatem przyszłość przed „Grupą”? Jeżeli jej członkowie poszerzą swój arsenał plastycznych poszukiwań, to z pewnością „Zdrój” wytryśnie pracami pełnymi autorskich osobowości, niepowtarzalną urodą oraz odwagą pomysłów. Zyska wtedy na wyrazistości. A dzieła będą nie do podrobienia czy skopiowania.

 

Wernisaż wystawy Grupy Plastycznej „Zdrój” Sztuka sercem malowana, piątek 6 lipca 2012, Galeria Pałacu Vauxhall Centrum Kultury i Sportu w Krzeszowicach; wystawa czynna do 31 sierpnia 2012.

Stanisław Czesław Kurdziel

 

 

Zobacz Fotoreportaż

 

 

Dodaj komentarz