Święta jak pąki kwiatów…

Boże Narodzenie jest czasem składania sobie życzeń, prezentów, ubierania choinki, zapominania o urazach. To chwile rodzinnych spotkań, kolędowania. Wigilia ma w sobie coś z baśniowej atmosfery. Łamanie się opłatkiem jest czymś więcej niż tradycją.

W Wigilię wyjątkowo smakuje smażony karp, czerwony barszcz, uszka, makowiec, kompot z suszonych owoców. W pamięci wywołujemy pierwszą gwiazdę na niebie, wolne miejsce przy stole, łuskę karpia, pasterkę. I pamięć o tych, co odeszli, co żyją, co się za chwilę zjawią. Wspólna- pełna magii – radość.

 

A jak wyglądają te święta poza naszymi granicami? Wiemy, że co kraj to inny obyczaj.

Zwróciłem się do kilku przyjaciół, mieszkających poza Polską, z prośbą o ich relację z tych niezwykłych chwil, nie tylko w kulturze chrześcijańskiej.

 

Natalia Załuska – studentka malarstwa w Wiedniu.

Dużo podobieństwa między nami. Nie tylko z powodu historycznych losów. Z początkiem grudnia rozpoczyna się feeria świateł na ulicach, placach, budynkach . Pomysłowo udekorowane choinki, wystawy sklepowe, stragany. Pod Ratuszem, także na Graben – urokliwe, wiszące lampiony radują oczy kupujących. Mieszkańcy udają się na spacer do Schonbrunnu, gdzie w pięknym parku, szczególnie wieczorem – romantyzm miesza się z rzeczywistością. A kiermasze gromadzą tłumy ludzi, aż trudno przejść.

Pani Joanna Hughes – mieszkanka Walii. W Wielkiej Brytanii okres świąteczny rozpoczyna się bardzo wcześnie, w drugim tygodniu listopada. Ulice i sklepy są dekorowane, organizuje się promocje oraz degustacje. Wszędzie słychać English Carols, czyli kolędy jak „Jingle Bells” czy „Santa clause is comingto town”. Ma to juuż wyraźny charakter komercyjny. Anglicy często kupują tzw. kalendarze adwentowe, by od 1 grudnia, każdego dnia, otwierać jedno okienko, w którym – najczęściej – znajduje się czekoladowa niespodzianka.

Dla Brytyjczyków – ewangelików najważniejszym dniem jest 25 grudnia. Otwiera się wtedy prezenty umieszczone pod choinką. Uczta składa się z pieczonego indyka podawanego z żurawiną, gotowanymi jarzynami i ziemniakami. Pojawia się Pig and blanket, czyli kiełbaski owinięte boczkiem. Na deser zjawia się Christmas pudding, który jest słodką kombinacją suszonych owoców i ciasta , pływających w sosie brandy, który podpala się przed podaniem na stół. Ciekawostką są Christmas cracers, czyli papierowe torebki w kształcie zawijanego cukierka. Należy je pociągnąć z obydwu stron, one strzelają, a ze środka wysypuje się czekoladka lub zabawka i papierowa korona, którą należy nosić na głowie do końca świątecznego posiłku.

Polskie Boże Narodzenie spędza się w domu, natomiast Brytyjczycy/ są też – jak i w Polsce – wyjątki/ ten pierwszy dzień lubią spędzać w restauracji. Zamawia się wtedy Christmas dinner, czyli świąteczny obiad; wiadomo, że oferta jest bardzo urozmaicona. I taka jest też rodzinna atmosfera. Natomiast domy dekoruje się kolorowymi światełkami, ale jak wszędzie – to specyficzny konkurs sąsiedzki na najładniejszy i oryginalniejszy wystrój.

Ciekawy jest Boxing day, czyli 26 grudnia, kiedy to rozpoczyna się wielka wyprzedaż towarów sklepowych. To niepowtarzalna okazja na kupno, nie tylko luksusowych towarów, po potężnie obnizonych cenach. Na ten moment się czeka, wszak życie w Wielkiej Brytanii jest dość drogie.

 

Zuzanna Pilchówna – pokochała Hiszpanię; tam od lat – pracuje i muzykuje.

Hiszpanie kochają celebracje. Uwielbiają huczne, gromadne kolacje, kończące się często po północy. Zatem nadchodzące święta są wspaniałym pretekstem do zagoszczenia na biesiadnych stołach marisco, czyli owoców morza. Przestrzegający diety muszę o niej zapomnieć – szczególnie po obfitym posiłku! A wtedy delektują się słodyczami. Turron – jeden rodzaj przypomina chałwę, drugi włoskie nugaty i jest twardy, nadziany migdałami. Polvorones są ciasteczkami skrzyżowanymi z biszkoptami, a pieczonymi na świńskim tłuszczu. Wyrabiany przez mniszki z Toledo marzapan – ma wysoką renomę wśród smakoszy łakoci. Przez większość roku są one niedostępne w sprzedaży, od polowy listopada wraz z hałdami suszonych owoców – cieszą się ogromnym powodzeniem.

Niewiele duchowości przejawia się w tym świętowaniu. Nie czyta się Ewangelii, a na pasterkę / wcale nie o północy/ uczęszcza coraz mniej osób. Hiszpanie – po kolacji – udają się na dalsze świętowanie – w gronie znajomych – do pubów czy klubów. Trzeba przyznać, że duch tych dni jest bardziej żywiołowy od polskich chwil nostalgii i zamyślenia. Marszowe i taneczne rytmy kolęd opowiadają o tym, jak szczęśliwa jest La Virgen, czyli Maryja Panna po narodzeniu syna. Rzadko słyszane są kołysanki.

Bożonarodzeniowa atmosfera trwa do Trzech Króli, często przy butelce Cavy, tutejszego szampana. Dzieci otrzymują wtedy prezenty, gdyż nie ma ich pod choinką. Jedynie w Kraju Basków, 24 grudnia, przychodzi do nich Olentzero, ubrany w strój regionalny, dając im upominki. Bardzo oczekiwanym, wytęsknionym jest dzień Trzech Króli. Wtedy Hiszpanie – w gronie rodzinnym – spożywają El Roscon de Reyes. To wielki drożdżowy kołacz przekładany kremem, czekoladą lub bitą śmietaną. Szczęściarz może w nim znaleźć małą figurkę oraz opakowane w sreberko ziarno fasoli. Otrzymuje wtedy papierową koronę. I…może – jako nagrodę – zapłacić za cały kołacz.

 

Nina Stephenson – nauczycielka j. francuskiego z Detroit.

W Stanach Zjednoczonych wszystko musi być Politycally Correct. To znaczy, że żyje się w państwie sekularnym, dlatego przy tej ilości wyznań – uważa się na to, aby żadne nie było specjalnie traktowane, aby nie było nieporozumień, waśni. Chrześcijanie amerykańscy dbają o zachowanie tradycji. W polskich, katolickich rodzinach jest to mocno widoczne. W domach pojawiają się choinki. Polskie tradycje, włącznie z kulinarnymi, są kultywowane. W jadłospisie wigilijnym pojawiają się także: pieczony indyk, szynka lub wołowina z ziemniakami. Sałatki, placek z dyni, bułeczki z kartofli lub mąki kukurydzianej. Do tego dodaje się – w obfitości – żurawinę.

U tradycyjnych Amerykanów nie ma zwyczaju łamania się opłatkiem, bo i wigilia nie istnieje. Przy uroczystej kolacji podaje się u nich tradycyjną, narodową potrawę – steki.

W katolickich polskich domach święta, szczególnie gdy są w nich starsze osoby, wspólnie się śpiewa kolędy. Młodzi już nie zawsze to umieją, chociaż w polskiej szkole / zajęcia raz w tygodniu/ – uczą tego . Radio lokalne często nadaje muzykę w wykonaniu miejscowych chórów dziecięcych działających przy parafiach.

Warto podkreślić fenomen amerykański: to kraj muzyków! Dzieci od sześciu lat uczą się gry na różnych instrumentach. Można sobie wyobrazić jak w praktyce wyglądają te umiejętności. Przygotowuje się w szkołach koncerty bożonarodzeniowe, z udziałem rodziców. „ Aż radość bierze, gdy się ich słucha grających i śpiewających. Poziom jest zdumiewająco wysoki. Przez 21 lat pracy, w mej średniej szkole, uczestniczyłem w uczniowskich koncertach”.

A koncerty odbywają się w szkołach podstawowych, middle school, średnich, uniwersytetach, college`ach, teatrach, filharmoniach, centrach handlowych, kościołach, budynkach publicznych. To jest niezapomniane.

Kościoły są pięknie udekorowane, ze wspaniałymi szopkami, oświetlonymi drzewkami. Także przed domami pojawiają się mocne akcenty świąteczne.

I to jest właśnie Ameryka!

 

Pani Wei-Yun Lin-Górecka. Od kilku lat mieszka – z wyboru – w Polsce. Chinka z Tajwanu. Studiuje, pracuje, pisze wiersze i tłumaczy.

Swoją pierwszą polską Wigilię spędziła u pani, której wcześniej nie znała. Gdy dowiedziała się od wspólnej przyjaciółki, że będzie w ten wieczór sama – zaprosiła ją do siebie. Wzruszenie połączone zostało z zadziwieniem. Z taką otwartością, sympatią nie spotkała się w innych krajach. Wtedy zrozumiała czym jest polska Wigilia i Boże Narodzenie. To czas dla rodziny, bo nikt nie powinien spędzać świąt w samotności.

Grudniowe dni można porównać z chińskim Nowym Rokiem. Istnieje tam tradycja wspólnej rodzinnej kolacji w przeddzień powitania tych godzin. Jego data jest ruchoma i przypada najczęściej w styczniu lub lutym. Przy okrągłym stole zasiada najbliższa rodzina, krewni, powinowaci. A na nim talerze z naleśnikami, pierogami, pomarańczami symbolizującymi szczęście. Pięknie wyglądające ciasto ryżowe ma przynieść – według wierzeń ludowych – pomyślność. Podobnie jak zjedzenie ryby. Chińskie pierogi nadziewa się mięsem wymieszanym z surowymi warzywami.

Idąc do polskiej rodziny na wieczerzę zawsze – od kilku lat – przynosi jakiś smakołyk rodem z Tajwanu. To było ciasto z ananasem czy sezamem przysłane przez mamę, albo jak ostatnio – placek z zieloną cebulą.

Witając Nowy Rok nakleja się na ścianach i oknach arkusze czerwonego papieru z wypisanymi słowami <szczęście> oraz <wiosna>. Dzieci otrzymują od rodziców, dziadków i wujków pieniądze przygotowane w pachnących, czerwonych kopertach. Kojarzą się te dni z cukierkami w kolorowych papierkach, z orzechami, nasionami arbuza. A najmłodsi pojawiają się nowych ubraniach. W domu naszej Bohaterki mawiało się, że trzeba je – na kimś – trzykrotnie uderzyć, bo inaczej nie utrzyma się długo. Także czuwają całą noc, ziewając mocno, co ma przynieść rodzicom długie życie. Na ulicach słychać wtedy huki petard i życzenia dobra, pomyślności, szczęścia!

Ciągle pamięta Nowy Rok z dzieciństwa. Kuchenne zapachy, babcię przygotowującą potrawy, bułeczki na parze. Rodzina – przy stole – tworzy obraz pełni, całości, co roku odnawianej. W Polsce – kilka lat temu obcej ziemi – odnalazła pamięć swej ojczyzny. Najdrobniejsze wspomnienia z tamtych chwil nie utonęły w rzece niepamięci. Jak pięknie napisała w swoich wspomnieniach: „Dopóki pamiętam czas, który tam spędzałam, to ten dom nie zginie”.

 

 

 

Stanisław Czesław Kurdziel

 

 

Wiedeń

Wiedeń

Dodaj komentarz