Anielskie kolory i dźwięki (fotoreportaż)

Ależ zleciało się nam do Pałacu Vauxhall aniołków, anielic, aniołów, aniołeczków. Miało to miejsce w piątek 16 grudnia, na kilkanaście dni przed końcem roku 2011. Centrum Kultury i Sportu tradycyjnie przygotowało dla naszych mieszkańców świąteczny wieczór.

Dosłowne niebiańskie spotkanie, bo i program atrakcyjny, i zaproszeni goście niezwykli, i publiczność nieobojętna, i organizatorzy niebywale sprawni.

 

Spotkanie nader trafnie nazwano „Zlecieli anieli…”. W Sali Portretowej tłumy gości. Charakterystyczny szum rozmawiających, witających się, uśmiechniętych – słyszany jest już na schodach prowadzących na piętro. Atmosferę tych najpiękniejszych z polskich świąt stwarzają obrazy bohaterki wystawy Łucji Kłańskiej-Kanarek, udekorowane opalizującymi bombkami choinki, kryształowe światło żyrandoli, życzliwi dla siebie – w różnym wieku – nasi mieszkańcy.

Doskonała atmosfera towarzyszyła oficjalnym słowom otwarcia, oglądaniu oraz kontemplowaniu architektury, ludzi oraz atmosfery Zaczarowanego Krakowa. Anna Miga precyzyjnie podkreślała osobowość artystyczną malarki: „ Pani Łucja jest osobą, która eliminuje w swych obrazach brzydotę i brud tego świata”. To prawda. Artystka nie kłamie, nie śni, nie wymyśla. Kreuje to, co jest w nas, marzeniach, naszych wrażliwościach, nawet w pragnieniach.

Świat to rozkołysany, dziwiący się sobie samemu, uśmiechnięty. Pełen tolerancji. Roztańczony posuwistym krakowiakiem, uspokojony dostojnym polonezem, dotknięty czarem Lajkonika. Pełno w nim tej niepowtarzalnej melancholii dorożki Gałczyńskiego, polskiego tonu Dzwonu Zygmunta, surrealizmu Piwnicy pod Baranami.

Ten balujący świat, nie ulegający prawom ciężkości, wyłania się z każdego obrazu. Niczym rytmicznie wychodzący korowód tańczących – z wielkich okien i drzwi wspaniałego pałacu – jakim jest Kraków z okolicami. Warto przyjść na tę wystawę, aby zobaczyć autentyczną baśń, a może siebie tam odnajdziemy?

W parterowej sali tanecznej czekał, jarzącymi się kolorami oraz smakowitymi zapachami, obfity stół szwedzki. Poczynając od tradycyjnego czerwonego barszczu, poprzez faszerowane pierożki, mini naleśniczki, a na słodyczach skończywszy. Wszystko smakowicie przyrządzone oraz udekorowane. Aż żal było konsumować te tryskające kaskadami kolorów oraz kształtów kulinarne cudeńka. Autorowi przypadł do gustu wyjątkowo aromatycznie zharmonizowany – piernik. Fundatorem konsumpcji była firma producenta chrupek „Guzik” – Marii i Grzegorza Guzików z Młoszowej.

Kulinarnym smakom oraz relaksowi śpiewająco towarzyszyły panie, z zespołu „Zdrojanki”, Maja Lewicka i Małgorzata Biga. Duet solistek, ubranych w krakowskie stroje, wykonał m.in. pastorałkę „Mam ja skarb, mam”. Oczywiście w gwarze, a jak zauważyła Anna Miga „kilka wsi z naszego terenu do niej się przyznaje”. Ciekawy to był pomysł, Wszak muzyka, także ludowa, łagodzi obyczaje.

W trzeciej części wieczoru uczestniczyliśmy w koncercie solistów Operetki Wrocławskiej. Po raz kolejny, krakowska firma „EUROINVEST” / doradztwo majątkowe i biuro nieruchomości/ Jadwigi Adam, sponsorowała tak ważne wydarzenie artystyczne w Pałacu Vauxhall. Pani Jadwiga jest mieszkanką Krzeszowic.

Wiesława Wawrzyniak / sopran/ ubrana w wieczorową suknię o połyskującym pomarańczowo-żółtym kolorze oraz wytwornym, jak z zaczarowanych krain pałacowych, kroju balowej sukni – dodawała blasku ariom operetkowy oraz kolędom. Mirosław Owczarek – tenor – prowadził żwawo i sympatycznie konferansjerkę. I wspaniale śpiewał oraz partnerował koleżance. Byli urokliwie bezpośredni.

Aż zdrętwiałem, gdy zobaczyłem jak podczas wykonywania arii, solistka podeszła do drzwi na końcu sali, a tam stał tato z maleńką córeczką, na ręku…Zauważyła ich, uśmiechała się – jakby tej kruszynie dać smak urody świąt i miłości do muzyki. Pamiętam niewytworne zachowanie mentorki Gwiazdy /wernisaż Sienkiewiczowski/, która wyprosiła z publiczności ojca z dzieciakiem, bo będzie przeszkadzać podczas jej występu. Ale to było już kilkanaście tygodni temu. W grudniowy piątek koncertu słuchało wiele dzieciaków. Wrocławskim Gwiazdom one nie przeszkadzały. Co klasa, to klasa!

Świetnie dobrany repertuar, kontakt z publicznością, dowcipna konferansjerka – powodowały, że czas zamieniał się – jak na pani Łucji na obrazach – w dojmujący klimat przyjaźni. Arie „Chcę tańczyć całą noc”, „Gdybym był bogaczem” czy „Serce śpiewa” – pozwały nam wracać do dawnych lat, wspomnień z serca wyrywanych czy budowania nadziei na najbliższe chwile. Akompaniator Andrzej Gąsieniec – zwłaszcza w kolędach – świetnie towarzyszył publiczności, która – co zrozumiałe – kolejny raz udowodniła jak wielkie talenty wokalno-chóralne w niej drzemią.

A kolędy? Oj, czeka się na nie jak na chwile wigilijnych wzruszeń. Zaiskrzył świetny pomysł na włączenie publiczności. Otóż wrocławscy artyści przygotowali zestaw kolęd, w których pojawia się, w rożnych wariantach językowych, słowo anioł. Poproszono o klaskanie w tym momencie. Pyszna to zabawa, tym bardziej miła, że jak wykonawcy się przyznali – i pod tym kątem – szukali tekstów. A klaskanie miało przypominać łopot skrzydeł aniołów. I dziarsko przypominało.

Wysłuchaliśmy, wyklaskali, zaśpiewali osiem kolęd. Wśród nich „Przylecieli aniołkowie”, „Dzisiaj w Betlejem”, a spotkanie zwieńczyła „Cicha noc”. Były brawa na stojąco, bis oraz nasze refleksje. Jak krakowska magia – z obrazów pani Łucji – przeniesiona do Krzeszowic.

 

 

Stanisław Czesław Kurdziel

 

 

Zobacz Fotoreportaż

 

Dodaj komentarz